środa, 7 czerwca 2017

już mogę.

siedzę w kuchni u teściówki w domu. przy stole. patrzę na sztuczne słoje miedzianego emdeefu. są. płyną. widzę je.

jest poniedziałek, wtorek, środa, albo coś innego. wszystko jedno.

wodzę palcem po słojach.

nieprawda.

nie wodzę. wodziłabym, gdybym miała siłę.

wzrokiem nawet nie wodzę.

nie wodzę.

słowa grają mi w głowie. nie wodzę, nie przewodzę. nie jestem wodzem. swoim, ani niczyim. co ranek ubieram dziewczynki, swoje dwie cudowne dziewczynki, odprowadzam do drzwi, do przedszkola, do życia. potem myję się, ogarniam jakoś, siadam. autopilot w głowie nastawiony na "dziś". mijają dni, tygodnie, miesiące, ja z wbitym w stół wzrokiem. jem, piję, coś myślę, płaczę. dużo płaczę.

dlaczego?

odpowiedź przychodzi tylko jedna. jest we mnie, nie szukam jej, bo tak właśnie teraz myślę: nie umiem żyć.

nie mam siły, potrzeby, chęci zapytać siebie co to znaczy umieć żyć. wiem jedno, wiem, że nie umiem żyć. i to jest moje wczoraj, dzisiaj, jutro, to moja niedziela, mój maj, lipiec, mój ranek i zmierzch. zmierzch.

nie mogę się naoddychać. nie umiem nabrać powietrza bardziej, niż do gardła. czuję, jakby mi nie były potrzebne płuca, serce, żołądek. zgrabiałą piąstką wciskam do ust porcję ryżu. a może ziemniaków. a może warzyw. coś wciskam w siebie, nawet nie wiem co. widzę tylko plastikowe słoje na stole, nic powyżej. nie chcę, nie wiem, nie umiem.

czasem nadchodzi nadludzka siła. zadania. coś, co muszę zrobić. kark jest półprzygięty, nogi też się nie prostują, głowa nie chce i nie może się podnieść. tak dawno nie widziałam nieba.

weź niepierdol. wtedy właśnie go tworzę. kiedy mam zagrać, że podnoszę głowę, że żyję, że potrafię.
jest szał. jak pani się z tym czuje? jak pani to zrobiła? jak się zostaje sułtanem internetu? jak się wpada na genialne pomysły?
nie wiem. nie umiem. nie chcę. dziękuję.

najpierw padam ja, potem diagnoza.

depresja. dzień dobry. 

psychoterapeutka nie daje rady. pani magdo, pani jest zagrzebana w liściach, ja próbuję je odgrzebać, ale chyba trzeba sięgnąć po narzędzie.

czuję liście. wyraźnie czuję zatęchły stos nade mną. to dlatego nie mogę oddychać. zwijam się w kłębek i płaczę inaczej niż zwykle. nie ma wzruszeń, nie ma smutku, nie ma strachu, nie ma nic. czarno jest. jestem ja bez kości. bez środka. moja powłoka powłóczy. w oczach mam pusto, w sercu pusto, mimo tego chodzę, czeszę, śpiewam, karmię, myję, usypiam. 

każdy dzień waży tonę i nie waży nic. tonę i jestem niczym. delfiny popełniają samobójstwo po prostu nie wypływając po oddech. chcę tak samo, ale nawet tego nie umiem.

chcę zniknąć. czuję, że mnie już dawno nie ma. ciało nie moje, myśli nie moje, duch uleciał. uleciało życie. nie umiem żyć. nie ma dobrych pytań, nie ma dobrych odpowiedzi, nie ma nawet złych.

dostaję psychotropy. zasypiam co pięć minut. zasypiam na spacerze - kładę się w lesie i śpię kilka godzin. gdzie byłam? nie wiem.
wychodzę z dziećmi. kładę się na ziemi obok piaskownicy, malutka zoja podkłada mi pod głowę plecak, zdejmuje swój sweter i mnie okrywa. leżę pod wieżowcem. sąsiedzi przechodzą obok. mogliby przeze mnie. bo przecież właśnie znikam.
otwieram oczy i tak samo mnie nie ma, jak wówczas, gdy mam je zamknięte.
kiedy zaczną działać leki? za miesiąc. nie zadziałały. przespałam miesiąc. nie jest mi z tym źle, jest mi źle po prostu. nadal nie umiem żyć.

świat nie wie.

pani doktor zmienia mi leki. te działają lepiej. zaczynam widzieć, mieć siłę podnieść i utrzymać powieki. psychoterapeutka trzyma mnie w pionie. bartek trzyma mnie za ręce i serce. mama bartka pilnuje, bym zjadła, by dzieci zjadły, powoli podnoszę głowę. słoje na stole przestają mi zajmować mózg.

przez rok jem proszki. pocę się jak szczur. budzę się w nocy mokra, cała mokra. skutki uboczne. cztery przebiórki, zmiana pościeli kilka razy co noc. jesteśmy zmęczeni. wiem, że wszyscy, wiem też, że kiedyś oprócz "wiem" także poczuję. zmęczenie, coś. na razie jestem wypalona, zwęglona, czarna w środku i brudzę sobą.

jest mi trudno przyznać się przed sobą, że mam depresję. jak to, ja nie dałam rady? ja jestem chora? ja? a kto z dzieckiem jednym, drugim? jak to nie ja? długo nie uznaję choroby. wstydzę się, jestem zażenowana swoją słabością. niepotrzebnie.

ale mija czas. podnoszę się. wychodzę ze studni, mimo że ma śliskie ściany i łatwo zjechać z powrotem. potrafię już zadrzeć głowę i zobaczyć, że studnia ma koniec i światło na szczycie. widzę je. czuję. jest.

trzy miesiące temu odstawiłam leki. ucichłam. zmieniłam się. ale jestem. żyję, biegam, byłam na rejsie w meksyku, uczę się pływać, jeździć konno. chcę żyć. chcę się jarać światem. chcę brać garściami, bo wiem jak to jest, kiedy nie wiesz nawet, że masz ręce.

ty też chciej.
pomogę.
sobą, jak umiem.

40 komentarzy:

  1. chodzę na terapię, do psychiatry, ale nie mam nikogo kto by mi dał zupę. jeśli sama jej nie zrobię, to nie zjem. dzieci też nie zjedzą. mąż zajęty. matka woli nie widzieć. a ten stos liści rośnie i rośnie... gratulacje, ja nie wierzę, że kiedyś się spod niego wygrzebię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdzie mieszkasz? przywiozę ci zupę.

      Usuń
    2. Wlasnie tak samo pomyslalam..ze dookola mnie tez nikogo nie mam. Maz tylko patrzy jak chodze I placze..na koniec i tak tylko pyta czy szansa na seks jest. A mama pracuje nic nie widzi.
      A ja po urodzeniu 2 dziecka nie moge sie podniesc jest mi ciezko. Wszyscy mowia ze cudowna mama ze mnoe ale ja czasem mysle ze nie wiem jak powinn o wygladac zycie..zero radosci zero pomyslu. Ciagle tylko patrze w przy dzieci o staram sie usmiechqc w kazdej chwilo dla nich. Boje sie co bedzie dalej. Sama z braku pomyslu zabieram im siebie..

      Usuń
    3. wyjdziesz, ja wygrzebywałam się 5 lat, bez wsparcia, bez zrozumienia, bez .. uwierz tylko w siebie - tylko Ty dasz radę... to jak ring - tylko Ty i Twoja głowa. Niby Twoja a obca taka. Ona chce co innego a ciało krzyczy. Ale powolutku moja droga, powolutku przestań nienawidzić siebie. A jak chcesz zupę to pisz tylko jaka najulubieńsza - gotuję podobno zjadliwie ;P w słoik też umiem zapasteryzować - podeślę - ze wsparciem i słowem. Taki mały szczebelek jeden który pozwoli ku górze wleźć

      Usuń
    4. Unknown... a może jest coś co lubisz robić, tak tylko dla siebie, dla odmóżdżenia... ? Tobie zupkę też mogę ugotować :) Wiem przez co przechodzisz, wiem doskonale, aż tak do bólu wiem

      Usuń
  2. Mnóstwo myśli dopycha się w kolejce aby zostać wybrańcem, wystukać je w klawiaturę. Piszę i kasuję, nie, to nie ta myśl tu pasuje... A może ta? Nie, ta też nie. I tak siedzę i myślę, którą w końcu uwolnić, co napisać aby wesprzeć, przytulia słowami ? Nie wiem. Rozumiem, rozumiem ten wstyd, ten strach, te niechęć do życia .. Mam to już za sobą, choć złe dni czasem wracają. I wiesz, że to dzięki Twoim tekstom nie pozwalam im zostać ? Dzięki Twojej sile, determinacji, sercu ! Dziękuje ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie 80 cm każdego dnia wywołuje juz uśmiech, mąż też robi co może a jak już nie może kupuje paczkę polskich Malboro w miękkim. "już" bo to już wkoncu jest i trwa i mam nadzieje ze i u was będzie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Magdaleny, mażę o zwinieciu sie w kłebek i spokoju, nie mam siły a też wszystko musze ogarnac, mąż się stara... Dzieci jeszcze małe potrzebują mnie , a ja nie mam siły drażnią mnie, kocham i nie nawidzę chce chwili spokoju. Psychoterapia to chyba dobry pomysł..

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam... siedzę i się uśmiecham Lubię Cię choć nie znam. Czuję choć jesteś daleko... wlazłaś w mą głowę... doskonale wiesz co i ja wiem... ja nie mam odwagi i sił...jeszcze... każdego dnia wstaje z kolan i udawadniam światu ze dam radę... pytanie tylko czy chcę to robić...kiedy słysze ze ktos mnie podziwia bo jestem silna...bo ogarniam życie takim jakie na mnie/nas spadlo... hmmm...odpowiadam w myślach ...a mam kurwa wyjście? ...zrobiłabyś/łbyś inaczej? pewnie też dałbyś radę .. dajesz radę bo musisz a nie chcesz...
    Dziękuję że jesteś matko... że rozumiesz...może kiedyś poprostu Cię przytulę!
    Kobieta, Żona i Matka ...Ewka
    Matka Poli i Igi... Igi jedynej w Polsce...jednej ze 100 na świecie... zwyczajna matka wyjątkowych dzieci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robisz to bo chcesz...coś w Tobie chce, choć odbierasz to jako przymus.
      Nie musisz...ale zawsze jest coś co Cię "zmusza"...coś trzyma Ciebie tu...
      Walcz o siebie mała, jesteś tak bardzo cenna i ważna dla siebie, że nie masz o tym pojęcia...na razie jest nic, pustka...ale wygrywasz za każdym razem gdy podnosisz się z kolan...wygrasz gdy z nich nie wstaniesz, wygrywasz póki żyjesz...przyjdzie czas na Ciebie, że przestaniesz się bać...tule Cię Ewa mocno

      Usuń
    2. Dziękuję! Tulę! Kopniak motywacyjny do życia przyjęty! Dziś znowu wygrałam dzień... a dzięki Tobie chyba cieszę się na jutro o!

      Usuń
  6. 3 lata na prochach...jedna strata,druga, trzecia...proba znalezienia ukojenia biorac jedna tabletke ekstra...dwie...piec...dziesiec...I nagle krzyk "wracaj!"...jakis taki z wewnatrz...nieznany...ale wiem,ze to jakas czesc mnie...woda, sol...duzo soli...gardlo pali zywym ogniem...ale jestem...wrocilam...sprobuje zyc raz jeszcze...
    Teraz mam cel...mam Ja...wyczekana...wywalczona z kostucha...teraz chce zyc...dla siebie...dla Niej...
    Chce by widziala mnie silna, gotowa na wszystko, pelna optymizmu...Chce by byla pewna siebie, szczesliwa i by kiedys zdobyla swiat.

    Jestem.Czytam.Sledze i wielbie.Mam nadzieje,ze kiedys bedzie mi dane poznac Cie osobiscie❤

    OdpowiedzUsuń
  7. A idz Ty!...no. Czytam o sobie. Czytam o Tobie. Czytam o wielu wspaniałych kobietach, które utknely w smole po czubek głowy...do póki jesteśmy, jesteście tu na świecie to walczycie o siebie, i jest wola życia, mimo pustostanu wewnętrznego...gdy zginie wola, zginiemy my. Z każdego gowna da się wyjść...każda inną drogą i innym stylem...ale wyjdzie jesli się nie podda...
    Nie poddaje się, jeszcze choć czasem pokona mnie łyżka...nie mam sił jej podnieść...mój mały kozuch mnie zmusza nieświadomie bym drgnela...tryb zombie...pusta mechanika ale...gdzieś włosem czuje, że jest ta wola cholerna.
    Sciskam wirtualnie, aż zebra trzeszcza :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak myślałam, tak czułam, tak Cię czytałam. I chciałam czasem zapytać. I dziękuję, bo mimo diagnozy, nawet do depresji nie dawałam sobie prawa. Bo przecież wstaję z łóżka, pracuję (zapierdalam), jestem w związku (rozpierdalam związek), przecież umiem wyjść z łóżka. A tak bardzo nie chcę i tego, że po prostu nie widzę dla siebie innej możliwości, też nie chcę, ale nie widzę, więc myślę tylko coraz częściej o niebyciu... myślałam. Prochy działają. Nienawidzę ich, senności, ich, nadal siebie, psychiatrów, którzy mają mnie w dupie, już nawet nie pytają, jak się czuję, co miesiąc tylko kolejna recepta. Nikogo nie interesują moje liście, prochy działają, a ja nadal nieodgrzebana i nadal zła na siebie. O chorobę, w którą sama wątpię i której się zarazem wstydzę. Rzucam pracę, nie chcę już uciekać przed życiem, ale to nadal tak daleko od życia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzis tak siedzialam na łóżku i gapilam się w okno i myślałam , że ja mam problem z radowaniem się, że ja nie mam kolezanki do szybkiej kawy, ze chyba mam depresję, ale nie chce na terapie po niemiecku, że boje się leków. Potem przychodzą dni, że mówię z kolei, nic ci nie jest, zdrowa jesteś, śmiejesz się w towarzystwie, ehhhh.
    Dziękuję Matko za tego posta, za pokazanie tej intymnej strefy swego życia. Jesteś wielka 😘

    OdpowiedzUsuń
  10. Matko, Magdo, Magdusiu...
    Dziękuję. Cholernie.

    Przeczytalam Ciebie i inne Pnie i pomyślałam, że ja jeszcze tak źle nie mam, że mnie jeszcze daleko do WIELKICH problemów. A potem refleksja naszła, że każdy ma swoje dno, które go pochłania i nie są one porównywalne. Zazdraszczam tym, które mają wsparcie i zrozumuenie na co dzień, nawet tym, które mogą coś wypłakać bez podłych komentarzy.
    Boję się przyszłej jesieni, kiedy nawet słońce mnie opuści...
    No ale cóż, ja nie dam rady? Pewnie, kurwa dam, jeszcze ten jeden dzień, miesiąc, a moze nawet uzbiera się rok?

    OdpowiedzUsuń
  11. Pzrechodziłam to kilkakrotnie, zlekami i bez, bez poparcia i oparcia za kazdym razem, sama, bo nikt nie zrozumie, kto nie pzrezyl.

    Da sie, ale musialam nauczyc sie sama siebei chronic. Byc krok przed.
    Gdy sie zbliza, dzialam. Odpuszczam, wysypiam sie i zyje malymi kroczkami.
    Nie jest juz w stanie dopasc mnie na calego, potzryma ale pzrejdzie bokiem.

    Naprawde nauczylam sie pierdolic wszystko, szczegolnie tych, co swoimi cichymi wymaganiami pozwolili zagoscic sie temu strachowi w mojej idealnej glowie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurde znam to, oj tak. Naprzemian się wygrzebuję i zagrzebuję spowrotem, choć zawiechy nie dopuszczam, często sama siebie doskonale pięknie oszukuję, umiem to od dziecka doskonale. Od dziecka... Teraz mam ich troje, sama nie wiem do końca skąd, rodzicielstwo bliskości, chusty, długie karmienie i te sprawy. Praca, dwa koty, pies, studia, nie mam czasu płakać a tak bardzo chciałabym znaleźć momwmnt, w którym szczerze mogę sobie na to pozwolić. Czuję nie raz, a wiele razy dziennie, że balansuję na granicy, nie wiem co końca czego, czy depresji, czy szaleństwa, a tu brak totalny mozliwości rozłożyć się choćby na moment, bo kto, jak nie ja, jestem tylko ja, i te sześć żyć pod moją kuratelą ode mnie zależnych, plus moje własne, co zipie ledwo co. Robię co mogę, ale właściwie ciężko skupić się na tym, by samej sobie dotrzymać postanowień, żeby ją przykład nie padać byle jak w ubraniach. Do tego lęki, różne, ale szczególnie o to, że dzieci albo pies wypadną przez okno. Więc gnam z kuchni z sercem w gardle gdy słyszę jakiekolwiek pacnięcie, czy stuknięcie, a jestem np w kuchni, mimo że z okiem wszystkie klamki wykrecone. Znam, znam, i jeszcze to, jak bardzo zgrywam zaradnego chojraka, silną i niezależną, choć w środku potrzaskane prawie wszystko, co się da, rzadko zdejmuje z twarzy maski, przyrośnięte niczym druga skóra...

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję za ten tekst. Rozumiem go. Ale nie mam wystarczająco dużo odwagi, żeby poprosić o pomoc. Wstydzę się. Boję się, że zostanę wyśmiana, że to nie są żadne problemy i mam się po prostu wziąć w garść. Nic mnie nie cieszy. Ale nic mnie też nie smuci. Zmuszam się do uśmiechu dla dziecka. Ale wiem, że ono czuje tę sztuczność. I wtedy czuję się jeszcze gorzej, bo wiem, że zabieram mu najpiękniejszy czas jakim jest wczesne dzieciństwo. Mąż mnie nie rozumie, przyjaciół nie mam. Potrafię zakładać maskę, kiedy spotykam się z innymi - wszystko niby jest ok...

    OdpowiedzUsuń
  14. Jesteś najcudowniejsza. Kocham, przytulam (słownik zmienił na przytyłam hehe jebany),jestem. Trzymam kciuki bardzo bardzo. Dla mnie jesteś najdzielniejsza i jesteś jedyną osobą którą czytam i podziwiam od tylu lat. Jedyna. Niezastąpiona.:*

    Bapsi

    OdpowiedzUsuń
  15. Poznałem Ciebie w drodze do Meksyku.
    Nie wiedziałem ,że ona była tak cholernie długa.

    OdpowiedzUsuń
  16. Każdy dzień traktuję zadaniowo. Mam za zadanie przetrwać go w pionie. Zamiast do psychiatry poszłam do laryngologa bo ból zatok wyleczę albo zaleczę przynajmniej, a z duszą byłoby trudniej. Liczba osób wspierających dookoła dostateczna, ale ja z tych niechcących obarczać sobą. Więc trwam i próbuję nie zatonąć.
    Dzięki MatkoJedyna za ten ekshibicjonistyczny wpis, pokrzepiający.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo mnie poruszyłaś i wzruszyłaś. Twoja historia jest przejmująca. Brakuje mi słów Matko Jedyna. Posyłam energię i życzę, żeby życie było.

    OdpowiedzUsuń
  18. I ja staram się łapać oddech, kiedy przypomne sobie że trzeba oddychać... Mimo że oddychać wcale nie chce... Wymarzony syn obok mnie... Tylko Jego uśmiech wyciąga mnie na chwilę z mroku... Nikogo dookoła, ani dłoni co pogładzi po policzku, o zupie nie ma co marzyć... Marzę o gorącej herbacie ale też nie ma nikogo kto zwyczajnie usiądzie obok...
    Dzięki Ci Matko Jedyna że chociaż przez krótką chwile można poczuć się mniej ważnym i samotnym...

    OdpowiedzUsuń
  19. I ja staram się łapać oddech, kiedy przypomne sobie że trzeba oddychać... Mimo że oddychać wcale nie chce... Wymarzony syn obok mnie... Tylko Jego uśmiech wyciąga mnie na chwilę z mroku... Nikogo dookoła, ani dłoni co pogładzi po policzku, o zupie nie ma co marzyć... Marzę o gorącej herbacie ale też nie ma nikogo kto zwyczajnie usiądzie obok...
    Dzięki Ci Matko Jedyna że chociaż przez krótką chwile można poczuć się mniej ważnym i samotnym...

    OdpowiedzUsuń
  20. A wiesz, że kiedy wpadam w swój dołek, który mnie wciąga momentami tak, że tchu brakuje,to oglądam Twoje filmiki. W kółko i w kółko. Znam już na pamięć. Wszystkie. Słucham uważnie co mówisz i próbuję się zgodzić na Rzeczywistość. To pokrzepia kiedy się nie jest samemu z problemami. Kiedy wiesz, że to nie tak, że robisz coś źle, że inni też to mają, że nie musi być kolorowo żeby było dobrze. Nagrałabym coś dla Ciebie, ale nie jestem śmieszna ;) zupę mogę przywieźć. Śląsk i okolice. W każdych ilościach.

    OdpowiedzUsuń
  21. Najtrudniejsza jest szczerość w stosunku do samego siebie. Kiedy wstanie z pościeli było wyczynem, mówiłam do siebie. Dzień dobry Bożenka, ten dzień będzie piękny, choćbym go miała kurwa narysować. Ucichłam, to dobre określenie. Inni twierdzą, że dojżałam. Zwyczajnie nie mam siły się śmiać, kiedy natłok bezsilności próbuje decydowac za mnie. Magda, chciałabym ci powiedzieć, że wiem jaką droge przeszłać. Nie wiem. Każdy przechodzi ją inaczej. Delfiny mają łatwiej, ale mają też mniej do stracenia. Jesteś wielka. To, że cię uwielbiam wiesz od dawna. Magda, szacun.

    OdpowiedzUsuń
  22. I ja nie umiem zyc. I uczę tego swoje dziecko. Dno

    OdpowiedzUsuń
  23. Kochana. Czytam drugi raz. Płakać mi się chce. Nie wiem jak i co napisać, słowa są sparaliżowane.
    Wczoraj w nocy rozmawiałam z moim M. Powiedział, że nigdy przenigdy nie pójdzie do terapeuty, że antydepresanty są dla słabych ludzi, którym nie chce się pracować nad sobą. Mówię mu, ale co wieczór pijesz alkohol ze stresu, czy to nie jest gorsze od tabletek na produkcję serotoniny. Gdy ja brałam antydepresanty, bo nie mogłam sobie poradzić z atakami paniki i lęku, a na terapeutę nas nie stać, albo szkoda pieniędzy, trzeba myśleć pozytywnie a nie tak jak ja... więc kiedy ja brałam te leki, mówił mi, po co bierzesz to g., musisz wziąć w garść, poczytać o pozytywnym myśleniu. Ale on sam jest psychicznym wrakiem. Bardzo się martwię. Boję się, że zawał, wylew, koniec w wieku 42 lat. Ale do psychiatry czy terapeuty on nie pójdzie, bo to dla słabych ludzi, których słabością on gardzi. Depresja nie istnieje, to wymysł leniwych ludzi. Tylko że mi coraz trudniej się z nim żyje, z jego depresją której on uparcie zaprzecza, co wieczór pije, warczy na nas i zamyka się w sobie. Jestem w ślepym zaułku, martwię się martwię się martwię się, bo to nie jest kilkudniowa chandra. Ale nie umiem do niego dotrzeć. Ja, słaba.

    OdpowiedzUsuń
  24. Faerie : Ty idź. Ze sobą. To nigdy nie jest tak, że to wpływa tylko na ciebie. Często jest ważnym pierwszym krokiem dla kogoś bliskiego. Nie pozostawaj w poczuciu bezradności.

    OdpowiedzUsuń
  25. A ja biorę leki. Od 17 lat. I z reguły żyję. Choć czasem nie żyję i wtedy będę sobie czytać ten wpis. Wiem też, że są depresję jak moja, z którymi mozna sobie radzić tylko lekami. Inaczej naprawdę naprawdę naprawdę się umiera. Trzeba o tym mówić. Głośno. I trzeba depresję leczyć.

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie ma reguły, ale czasem myślę, że słaby człowiek depresji się nie dorobi. Bo podda się wcześniej, ucieknie i nie podejmie tego co go może przewrócić potem. To właśnie siła, która pozwala zawalczyć i wygrać, póki jest potrzebna walka, to ona umożliwia poprowadzić bój. A potem odpuszcza, pojawiają się pęknięcia na pancerzu i przez szczeliny wkrada się depresja. Człowiek nie jest ze stali.

    Szacun, wielki szacun Magdaleno, że się tym podzieliłaś tutaj.
    loonei.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  27. A ja dowioze zupę w Małopolsce :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Aja dowioze zupę w Małopolsce :)
    Komu komu?

    OdpowiedzUsuń
  29. Mi bardzo pomaga książka "Kod uzdrawiania". Polecam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Matko Jedyna...pisarze maja szalenstwo w genach.Zadne prochy nie pomoga.Nadwrazliwosc powoduje zycie na ciaglej krawedzi...najwazniejsze ze odkrylas w sobie dar pisania i sie tym dzielisz...jestes dla nas.Kocham.

    OdpowiedzUsuń